Świat według Oliwki


szukając serca ze złota
13/10/2018, 8:28 am
Filed under: Uncategorized

Są takie dni i są też takie noce, gdy życie przynosi same pytania, gołe i bez odpowiedzi. Gdy w podświadomości stykniesz się z inną, równie możliwą wersją tej samej rzeczywistości i nagle dociera do Ciebie, że masz jeszcze więcej pytań.

Co by było gdyby, co by było tak, siak, owak, tam, tu, wtedy, teraz, kiedyś.

I przychodzi noc ze swoją mocą śnienia, gdzie wszystko jest takie na wyciągnięcie ręki, gdy braknie Ci wdechu i masz wrażenie, że to się dzieje naprawdę i .. budzisz się. Przez pierwszą godzinę mam wrażenie, że tamto to było prawdziwe życie, że to teraz to jakieś echo, ponury żart, niedopowiedziany albo źle opowiedziany.

I zastanowienie, czy podświadomości mogą się łączyć między sobą, miedzywymiarowo, między rzeczywistościami, światami, ludźmi i między Nami samymi z innych światów.

Przeraża mnie prawdziwość tego snu, tego że mogłam wszystko dotknąć, że mogłam powąchać, pobyć, odetchnąć. Doznanie uczucia teleportacji, zmiany wszystkiego.

Podświadomość może chciała mi coś powiedzieć, może chciała mnie ostrzec, a może tylko zwabić jakimiś obietnicami, wspomnieniami, nieokreślonym spokojem…

Wiem, że sen obudził moje neurony, śpiące daleko we mnie, pobudził uczucia, które gdzieś tam były, osamotnione.

Znowu chce mi się żyć, doznawszy resetu systemu. Jeszcze bardziej wszystko układa się w mojej głowie.

A burdel tu taki, że lepiej nie zapalać światła.

„przewróciło się, niech leży”

Reklamy


here comes the dawn
07/02/2018, 5:48 pm
Filed under: Uncategorized

W życiu nie ma NIC przypadkowego.

Najgłupsze sytuacje są wtedy – kiedy nie wiesz co dana osoba myśli o danej rzeczy i nie masz jak się o tym dowiedzieć. Nie możesz dowiedzieć się sama z przyczyn różnych, więc wysyłasz na odsiecz przyjaciółkę, która komplikuje wszystko oraz dowiaduje się wszystkiego tylko nie to, co trzeba. Jak na przyjaciółkę przystało nie wygaduje się, kto ją przysłał i dokładnie w jakim celu – ale aktorką jest marną i cholernie łatwo idzie się domyślić.

Największa zabawa w tej sytuacji jest taka, jeśli to Ty jesteś osobą, od której należałoby się wszystko dowiedzieć, WIESZ O TYM, mówisz wszystko tylko nie to co trzeba i MASZ UBAW PO PACHY. Gińcie, ludzie.

 

I nawet wino nie rozplącze mojego języka.



zawiedzenie, zaskoczenie, zaplątanie, nieodróżnienie?
17/03/2017, 1:54 pm
Filed under: Uncategorized

Nie wiem już, co jest prawdą. Nie wiem nic na temat moich uczuć, odczuć. Nie ogarniam swojego czasu, swojej niechęci, swoich prawd, kłamstw.

Chyba mam jakieś problemy w środku mojej głowy. Tak, zdecydowanie.

 



wdech, wydech – ja żyję!
16/02/2017, 11:10 am
Filed under: Uncategorized

Znów minęły miesiące od ostatniego… wyflaczania się. Czytam te wpisy sprzed kilku miesięcy ze zdziwieniem. Ja na prawdę do przeżyłam? I było mi tak ciężko?

Te wszystkie wpisy świadczą o niczym innym, jak o depresji.

Myślę, że wyleczenie się było związane ze spotkaniem z tym kimś. Uświadomiłam sobie i jemu, że nieomalże zniszczył mi najwspanialszy związek w moim życiu. Byłam szczęśliwa, że mogliśmy sobie ot tak, popijać piwko, ale tak na prawdę byłam szczęśliwa, że nic nie czuję, że uwolniłam siebie i swoją głowę od tego człowieka. I ja potrzebowałam do tego półtora roku. I świadomość, że ten człowiek nie jest mi do niczego potrzebny. Uwolniłam część swojego serca, teraz mogę w pełni pokochać człowieka, którego wybrałam.

Cały czas ta sytuacja kładzie się cieniem na moim związku, cały czas coś jest nie tak, bo gdzieś z daleka jest widmo tego co było.

Czuję się doskonale. Czuję się wspaniale. Czuję się.. ja po prostu czuję, że żyję. Dwie zimy, dwie jesienie, jedno lato i jedna wiosna – tyle zmarnowałam na myśleniu.

[Jeśli trzeba coś (mężczyźnie) tłumaczyć, to już tłumaczyć nie warto.]

Zupełnie inny poziom emocjonalny, zupełnie inny poziom egzystencjonalny. Nie jestem w stanie zrozumieć jak mogłam z tym człowiekiem być chociażby myślą. Słabo mi się robi na samą myśl…

 

 



żyjmy, bawmy się, show must go on
18/10/2016, 9:04 am
Filed under: Uncategorized

[Usiadłem w ostatniej w ławce i patrzyłem, jak miłość mojego życia wychodzi za innego mężczyznę.]

Jest wiele etapów rozstania – każdy psycholog przyzna mi rację. W większości czujemy się jakbyśmy stracili kogoś na zawsze – ból rozstania to nic innego jak żałoba. Boli tym bardziej, że osoba jest żywa i układa sobie życie… bez Nas. Beze mnie, bez Ciebie. I kiedy już ogarniemy swoją rozsypaną na milion części osobowość na prawdę szczerze życzymy tej „martwej” dla Nas osobie szczęścia. I nie ma w tym nic złośliwego, podejrzanego czy dziwnego. I tu dochodzimy do momentu kiedy w 10000% zadowala Nas szczęście drugiej osoby. Mina rzednie, gdy musimy na to szczęście patrzeć, gdy uśmiech nie jest dla Nas, gdy serce znajduje się w potrzasku na niedźwiedzia.

Wtedy wiesz, że razem z tą więzią umarł kawałek Ciebie i obumierasz dzień za dniem. Szkoda Ci tej znajomości, szkoda tego wszystkiego , ale ja nie potrafię się ogarnąć. Zamarzłam dawno temu, cała ja – poznałam  tylko jedną osobę, przy której czułam ciepło w środku, w Oliwku… Ta osoba jest kompletnie z innego wymiaru i nie z tego świata, poza tym ma już swoją drugą połówkę. Mamy ze sobą tyle wspólnego, a jednocześnie tyle odrębnego… że nie wiem, czy to w ogóle miałoby szansę bytu.

„Inny rodzaj magii” opisuje coś, co Lucy czuła do Syriusza, a co ją odtrąciło gdy poznała go bliżej.. i ja mam przeczucie że latami będę zdychać za tym kimś. Po prostu nie ma dnia, nie ma sytuacji gdy o nim nie myślę, ale miewam przebłyski złych wspomnień i złych skojarzeń. W końcu spotykaliśmy się ot tak po prostu…. on szukał dalej swojej połówki, a ja zakochiwałam się bez pamięci po to, by otrząsnąć się z tego uczucia w ostatniej chwili. To była na prawdę ostatnia chwila – nie pamiętam, bym kiedykolwiek tak mocno chciała się z kimś związać. Chciałam rzucić dla Niego wszystko – cały mój świat. Gdyby wziął mnie pod rękę i zabrał do Vegas – wzięłabym z Nim ślub.

Ale życie pisze Nam różne scenariusze…wszystko mogło ułożyć się zupełnie inaczej. Znów jestem echem tej ciepłej osoby – miewam czasem przebłyski ciepła względem osób których szanuję i są dla mnie ważni, ale to poczucie zamarzania i tracenia koloru wcale mnie nie opuszcza, ale nasila się.

Mam dla kogo żyć. Mam po co budzić się co ranek. Mam też wspomnienia dla których znajduję w sobie łzy. Uśmiech zniknął z mojej twarzy już jakiś czas temu, to co jest teraz to tylko jakaś parodia…



lepkość, goryczkowatość, jesień.
04/10/2016, 2:54 pm
Filed under: Uncategorized

Jesień to czas depresji. Jest zimno, mokro i wszędzie chodzą za Nami cienie naszej przeszłości.

Za niektórym cienie chodzą właściwie cały czas.

Nie umiem odpuścić pewnych spraw i pewnych zdarzeń. W tym wszystkim odsłaniam znów za dużo siebie. Parę osób to widzi, ale właściwie widzi co? Ból? Tęsknotę? Niechęć?

Tracę kolor. To się dzieje tu i teraz.

Tracę kolor.

Tracę kolor.

Tracę powoli siebie.

 

 

 

 



rzeczy podłączone do prądu działają lepiej
08/09/2016, 1:30 pm
Filed under: Uncategorized

Nie jestem połamana, nie jestem skrzywdzona, nie jestem nieszczęśliwa, nie jestem zawiedziona, nie jestem…

A nie, przepraszam. JA JESTEM. Tak po prostu jestem sobą, całą, i prawie spełnioną.

Co poczujesz, gdy pewnego dnia poznasz kogoś Ci tak bliskiego, kogoś Ci tak idealnego, że sama myśl zapiera dech w piersiach?

Rzeczy podłączone do prądu działają lepiej. Jestem lodówką porzuconą w lesie. Dalej lodówką, nawet zimą będę spełniać swoją pierwotną funkcję. Uruchomię się od czasu do czasu, po to by wiedzieć, że pali się światło, że dalej obwody są sprawne. Widzieliście biegający luzem prąd po lesie? Ja nie. Widziałam za to wiele niekompletnych ludzi.

Miłość jest ślepa. Miłość jest nierozważna. Miłość nie zdarza się raz. Nawet nie wiemy, jak bardzo różna jest ta miłość kiedy Nas spotyka, od tego czego pragniemy w życiu. Nie wiesz, jak to jest tęsknić za kimś, dopóki się go nie zobaczy. Kiedy wiesz, że kipi szczęściem, i ty się wtedy też uśmiechasz tym uśmiechem tysiąca słońc. On się też uśmiecha, ale ten uśmiech może i jest odpowiedzią na Twój, ale nie stoisz za nim o każdej porze dnia i nocy.

I taka miłość się zdarza. Niechcący, z przypadku, gdy musisz się powstrzymać żeby nie podejść i się nie przytulić, gdy muśnięcie niechcący ręki o rękę przy podawaniu rzeczy musi Ci wystarczyć. Ale dalej się uśmiechasz. I dalej się cieszysz. Bo jedyne czego pragniesz to żeby ta osoba była szczęśliwa.

Są takie chwile, gdy to wystarcza. Są też takie chwile, gdy wiesz, że Twoje życie to o wiele za mało, żeby przeżyć żałobę za tą miłością. Bo taka druga nie zdarzy się już nigdy.

W tym momencie rozumiem ludzi, którzy sobie z tym nie radzą, którzy chodzą po pomoc, do specjalistów, do przyjaciół, którzy zostają sami ze sobą do końca swoich dni i rozpatrują każdą milisekundę z tego co było.

I nie ma takiej ilości whisky na świecie, który uleczy ten ból rozstania.