Świat według Oliwki


płaszczyzny (po/niez)rozumienia
21/02/2012, 11:50 pm
Filed under: thoughts | Tagi: , ,

Wcale nie jest powiedziane, że dwójka dorosłych ludzi w zbliżonym wieku, zbliżonych zainteresowaniach, mówiących tym samym językiem i mieszkających w tym samym mieście dojdą do jakiegokolwiek porozumienia.

Mam wrażenie mówienia po mandaryńsku.

_________________

Miałam sen. Był dziki, pełen splątań i mam wrażenie, że przez cały dzień uleciał mi z głowy.

Jakaś walka/bitwa, pustynne słońce i dwie włócznie. Ja i druga osoba – chyba facet (kojarzył mi się z Biafrą) przekupujemy kapitan wrogich wojsk – miała pagon wędrowniczy. Dowódca wrogów kojarzył mi się z egipskim kapłanem i tu właśnie sen się zaciera, jakieś niezrozumiałe wiry mam tylko przed oczami.. i ja w mundurze harcerskim, mam na lewym ramieniu wyszytą szarą lilijkę (dziwne, jest to oznaka stopnia instruktorskiego i występuje tylko w kolorach zieleni, granatu i czerwieni).

..i naglę jadę trajtkiem po torach (NIE, to nie był tramwaj), wszyscy wysiadają, ale ja się nie wyrabiam i wysiadam dopiero na następnym przystanku. Dzwonię do kogo mogę i spotykam Krucza, która nie jedzie na obóz. To spotkanie ma mi odpowiadać dworcowi w Poznaniu, choć wcale nie przypomina. W końcu dodzwaniam się do drużynowej i dowiaduję się, że przyszedł trzeci rozkaz – sanepid był w obozie, nie możemy tam wrócić. Ja proponuję biwak wędrowny ze spaniem w stodole. Pamiętam, że brakowało mi Rity, a obecny był tylko jej głos.

Na końcu dziwne słowa drużynowej, które dziś cały dzień kołatały mi się pod czaszką:

“Od wielkich mroków pogórza Edgaru po morze, nie ma zapotrzebowania na soję. Charakterni nie boją się wyzwań, a magicy (albo magiczni, nie pamiętam) są magiczni sami w sobie”.



czuciosen, albo całkiem mi już odbija
15/02/2012, 11:04 pm
Filed under: konie, z nadzieją | Tagi: , ,

Znów miałam sen, ale nie tej nocy – poprzedniej. Sam fakt zapamiętywania dużej ilości snu jest na prawdę niesamowita, jednakże budzenie się i posiadanie świadomości/pamięci dotyku jakiejś struktury/faktury jest przerażająca. Nie umiem tego konkretnie opisać, jest sen (ten było kolorowy) i w czasie snu dzieją się różne rzeczy. Pamiętam jak lód uginał się pod moimi nogami, pamiętam fakturę skóry pewnego policzka i kształt biodra. Jestem w stanie to wyrzeźbić – pamięć palców, nie wiem, gdzieś to wszystko we mnie siedzi. Tak jak pamięta się czyjś pocałunek czy dotyk – tak ja odczuwam to kilka razy silniej. Byłabym w stanie rozpoznać fakturę tej skóry na końcu świata i z zamkniętymi oczami.

Wiem jak nieprawdopodobnie to brzmi. Sama zbierałam się w sobie, żeby móc wreszcie to uzewnętrznić, bo nie mogę tego kisić. To nie pierwszy raz. Niemal 2 tygodnie temu siło mi się, że jeździłam na oklep po grudzie na ujeżdżalni, jak tylko poszłam do konia uczucie było takie samo – ale sam fakt ten poruszania się po niepewnym gruncie nadawał temu doświadczeniu strasznie dziwny kształt. Wsiadłam i przejechałam parę kroków – żeby móc się przekonać, że tak, to na pewno ten koń i ta ujeżdżalnia była we nie. Dopasowywanie puzzli do układanki. To było dokładnie, idealnie to uczucie. To mnie nie przeraża – mój mózg znał to uczucie, przerobić to na sen nie było kłopotu.

Najdziwniejsze jest odczuwanie czegoś, co NIGDY nie miało miejsca. I to przekonanie, że gdybym dotknęła ten policzek, konkretnie ten sam co we śnie – to byłoby dokładnie to samo uczucie. Boję się. Nie wiem co o tym wszystkich myśleć, nie wiem co z tym zrobić. Po prostu nie wiem. Nie opowiedziałam tego nikomu słownie, nawet pisząc brzmi to tak niesamowicie głupio i niemożliwie.

Sny snami, codzienność codziennością, mój mózg płata mi figle?



strach ma tylko wielkie oczy?
08/02/2012, 7:51 pm
Filed under: thoughts, z nadzieją | Tagi: , , ,

Boję się. Ciężko nawet powiedzieć jak bardzo. Nie mogę pozwolić uciec.. właśnie, uciec czemu? Jest coś dziwnego w mojej głowie, coś tak nieuchwytnego, takiego co zapiera dech w piersiach. Jestem przerażona. Tak, to zdecydowanie bliższe temu co myślę. Jestem oszołomiona (nie oszałamiająca, dobrze piszę.), odurzona, onieśmielona. Coś podejrzanego krąży w moich żyłach. Kiedy myślę, że mi mija… wszystko wraca. Ze zdwojoną siłą. Wstydzę się, że TO się dzieje. Nie popełniam kroków w przód. Chyba.

JA NIE WIEM CO SIĘ DZIEJE.

Jedyne czego jestem pewna, to, że nauczę się cierpliwości, podejrzewam, że tylko tyle z tego wyniosę.

COŚ się dzieje.

Człowiek kochający wolność spotyka drugiego kochającego wolność człowieka. Paranoja polega na tym, że dążenie do relacji byłoby wbrew jednemu i drugiemu. Przyświeca nam egoizm. Trafił swój na swego, czy może potrzebujemy siebie nawzajem? Ostatkiem woli zawiesiłam się między: działać, a uciekać. Czekać. Tak, czekać. Dużo, dużo czekać(a potem marudzić, że nic się nie zmieniło, bo może to tylko sen na jawie).

Może to wszystko dzieje się tylko w mojej chorej głowie. Może NIC się nie dzieje. Tylko dlaczego mam jakieś dziwne przeczucia…? Zanim to wszystko się zaczęło było dużo lepiej. Bezpieczniej. Moja wolność czuje się zagrożona.

Ogień w żyłach w nosie ma wolność w tym momencie.

Czy ja śnię, czy hoduję swojego następnego demona?



o walentynkach słów kilka
07/02/2012, 7:53 pm
Filed under: twórczość, z nadzieją, in my opinion | Tagi: , , ,

Popełniłam ten pierwszy w życiu komiks (na dodatek za pomocą jakiegoś comics makera), bo mnie natchnęło. Nienawidzę walentynek, ale nie tylko dlatego, że robię sobie nadzieję, a potem się ona nie spełnia… tylko dlatego, że każde walentynki, nawet nie wiem od ilu lat spędzam od 7 (czasem 8) do 21 (czasem 23) w pracy. Jako florystka nie narzekam na brak zajęć w tymże dniu, kolejka sięga jak zwykle poza sklep, a kiedy dzień się kończy – jedyne czego pragnę to coś zjeść, umyć się i pójść spać.

Chociaż znając siebie, gdyby ktoś na kim mi zależy chciałby się tego dnia spotkać, wycisnęłabym z siebie trochę dodatkowej energii.



garść codzienności i szczypta orientu
03/02/2012, 10:09 pm
Filed under: konie, z nadzieją | Tagi: ,

Na mojej poduszce śpi kot, obok jest kaloryfer (ciepły!). Wybór poduszek jest mocno ograniczona, kot zajął dwie i została ta najgorsza rzecz jasna. Lubię z nią spać, kiedy takie małe ciałko zabiera mi jednocześnie pół kołdry, pół łóżka i większość poduszek, wtedy wiem, że równowaga tego świata jest zachowana. Nie myślę nawet przez chwilę, że moja staruszka jest rozpuszczona jak dziadowski bicz, skądże znowu..

A propos kota, dziś jak byłam z rodzicami w domu wymierzać miejsce do barku wyszło szydło z worka, że ten nieplanowany barek powstanie, bo nie ma logicznego miejsca na postawienie misek dla kota. Obie łazienki też mają miejsce na kuwetę, to przecież członek rodziny jak każdy inny i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. W momencie, gdy doszłyśmy do tego, że leon (kwiat w naszym salonie, a ma z 8-9 metrów długości, cissus) będzie się mógł w swobodzie rozrastać i mama zaczęła się zastanawiać, gdzie go postawi doszłam do wniosku, że jesteśmy bandą wariatów. Kumulacja nastąpiła w momencie wyglądania z okna mojego pokoju na pola. Powiedziałam do taty, że tu właśnie będzie stać stajnia, a on się tylko uśmiechnął. Dla niewtajemniczonych dodam, że kiedy byliśmy zaangażowani w życie Szadronu Jazdy RP w Skansenie, tata karmił, wypuszczał i czyścił konie. Bardzo kocha te stworzenia, a kiedy pierwszy raz wsiadał na Miśkę i się zapytał ” moooogęęę…?” oczy miał jak pięciozłotówki. Doskonale wiem, po kim jestem taka pełna pasji, on po prostu nie ma na jeździectwo czasu, a kiedy proponuję, żeby wpadli odwiedzić konia, on jest zawsze na tak. Kupuje też dla Misi marchewki, jabłka i bardzo skrupulatnie suszy chleb. Właśnie do mnie dotarło, że napawa mnie to niesamowitą dumą.

Z innej beczki (powiedział kot wyciągając kapustę kiszoną) byłam dziś z rodzicami w ciuchlandzie lubartowskim. Kupiłam sobie z 5 albo 6 bluzek, spódnicę i apaszkę. O, i dwie książki kucharskie, jedna o daniach wegetariańskich, a druga o daniach z ryb. Napisana fajną angielszczyzną i okraszone apetycznymi zdjęciami. Jestem zadowolona z zakupów tym bardziej, że rano pękły mi spodnie na nodze w miejscu przetarcia… od torby, zaraz nad kolanem.

U mnie w pokoju sterta notatek, której brońcięktokolwieknieruszaj nie ogarniam już sama i chyba to jest najzabawniejsze, że nie przestawiałam nic po to, aby się nie pogubić. Efekt jest taki, że ta krzywa wieża z notes’ów przewróciła się i pozbierałam to byle jak, bo spieszyłam się rano. Dodatkowo w kuchni panuje Armageddon, nikomu się nie chce zmywać, gary niedługą same wyjdą ze zlewu, a w tym całym bałaganie, suszące się ozdobne pałeczki do sushi wyglądają iście kosmicznie.

 



Parazyty Awards 2012

Image

Pragnę zawiadomić, iż ja i 6 osób z mojej grupy, odbywających staż z parazytologii w gorącym okresie przedświątecznym, zostali uhonorowani 3cią nagrodą Parazyty Awards 2012. Nagrody są rozdawane za najpiękniejszą stronę w zeszycie stażowym. W skład komisji weszli pracownicy Zakładu Parazytologii i Chorób Inwazyjnych na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej w Lublinie. Na przedstawionym zdjęciu widać larwę gza – Gasterophilus intestinalis, będącym pasożytem żołądka u konia. Jest najczęściej spotykanym rodzajem z Gasterophilus species w Polsce. Pierwsze miejsce zajęło 6 osób z grupy drugiej, a drugie miejsce 6 osób również z mojej grupy. Podsumowując: grupa V okazała się najbardziej uzdolnioną plastycznie ( a może po prostu wszechstronną) grupą na całym roku.

____________________

Z innej beczki, moja sytuacja interpersonalna z McSex’im nadal jest niejasna i zagmatwana. Dopiero dziś po wgłębnej analizie zdałam sobie sprawę, że hamuję pokazywanie zainteresowania nim i wychodzą z tego kontakty czysto koleżeńskie. Tak się głośno zastanawiam, kiedy on jest miły dla mnie jak dla wszystkich, a kiedy jest miły specjalnie dla mnie? Znów będę myśleć o tym przed snem, trochę rozwala mi to wszystko, bo zwyczajnie się tym katuję. Staram się być cierpliwa, to bardzo przydatna cecha. Jeśli nie nauczę się jej teraz, to kiedy?



sny snami i codzienność usłana demonami
31/01/2012, 1:15 pm
Filed under: in my opinion | Tagi: ,

Ciężko będzie mi wyjaśnić czym tak naprawdę są demony (nie mam tu na myśli stworzeń w kontekście fantasy czy też w kontekście religijnym), które kolekcjonujemy w swoim życiu. Czasem mogą to być ludzie, którzy pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie i jednym uśmiechem wywracają nam świat do góry nogami. Czasem jeden telefon, jeden sms, jeden e-mail czy nawet sen przypomina o tym co było. Ta klasa demonów dotyka mnie najbardziej, lista z wiekiem rośnie, czasem stwarzam je sama, częściej przychodzą do mnie same, a dopiero pod długim czasie okazuje się, że są jeszcze gorsze niż zapamiętałam, albo, że zaszufladkowałam je nie tak jak trzeba. I wtedy idą przemyślenia, próby zastanawiania się co mogło się zdarzyć, gdy jeden gest czy słowo byłoby zupełnie inne. Z upływem dni wspomnienia się zacierają, wyostrza się ( a bywa, że i zniekształca) ta jedna chwila, która decydowała o wszystkim. Wyrzucam je ze swojej głowy, myślę o samych pozytywnych rzeczach, a potem przychodzi sen, dokładnie taki jaki miałam dziś. Wrażenie półświadomości i realizmu sprawia, że mam ochotę się zapytać mojego demona gdzie był w nocy, i dlaczego siedział w mojej głowie. Dziś się do mnie uśmiechał tym swoim uśmiechem numer jeden i zupełnie nie wiem co o tym myśleć. Demon, demon jak nic, nie pozwoli pewnym moim myślom odejść. Najgorsze jest to, że muszę niemal codziennie na niego patrzeć i zmierzać się sama ze sobą.

Wspomniałam, że nie tylko ludzi utożsamiam z demonami. Ale nie mam ochoty rozpisywać się na temat wszystkich uzależnień z którymi walczymy na co dzień.

Na dziś polecam: Ayria – Invisible



późnonocne wędrówki myśli
31/01/2012, 12:13 am
Filed under: in my opinion | Tagi: , ,

Trochę entuzjazm mi opadł po dzisiejszym dniu. Nie wiem czemu, po prostu odechciało mi się starać, mimo, że dzień wielkich zmian miał być pojutrze i to mnie napędzało. Trochę mnie motywuje cel na końcu tej drogi, ale nie mam pojęcia, czy ten cel w ogóle jest dostępny.

Z harcerstwa wyniosłam, że cel to marzenie z datą realizacji, ale ja nie wiem czy w ogóle niektóre rzeczy mogę osiągnąć. Jestem w krytycznym stanie niemocy, bezsilności i po prostu mam ochotę zresetować swoją osobowość. Tak do zera, po prostu zacząć od nowa. Ile z nas chciałoby to zrobić..

Idę małymi kroczkami, trochę muszę nadrobić drogi, czasem okazuję się, że idę wspak, ale docierając do przepaści nie mam pojęcia czy to rzeczywistość czy ułuda i tu właśnie leży sedno tego wszystkiego. Robić krok w przód i z zapartym tchem czekać na koniec świata czy też być tchórzem i zawrócić póki nikt nie widzi, jak bardzo blisko stoję krawędzi…? Tendencja spadkowa jeśli chodzi o odwagę, wzrostowa jeśli chodzi o rozwagę. I tak sobie utknęłam na przecięciu linii wykresu i po prostu czekam.

Nie wiem na co, na meteoryt, na most, na teleport, a może na dłoń w mojej dłoni?

I po głowie chodzi mi Red Hot Chili Peppers z kawałkiem Did I let you know.



percepcja zimna i ciepła
29/01/2012, 9:58 pm
Filed under: in my opinion, konie, thoughts

Ostatnio nie umiem  wymyślić tytułu. Zawsze gdy zaczynam swój bełkot rodem z mego pokręconego umysłu, wszystko pisze się samo, najpierw tytuł, potem tekst. Dziś będzie inaczej. Sama nie wiem o czym mam pisać, chyba o tym, że wreszcie przyszła do nas zima. Taka z dużą ilością ujemnych stopni, ale coś ze śniegiem cienko..

Będę marudzić, bo u mnie w pokoju NADAL nie działają te chrzanione grzejniki. Dla niewtajemniczonych: mam pokój w kształcie wielokąta, na załamaniu bloku, o które uderzają wszelkie wiatry, z moich nowych okien wieje sobie halny (ale i tak jest lepiej niż były te stare, bo chociaż śnieg mi nie sypie jak parę lat temu szparą…), a na dworze minus tysiąc stopni, w moim pokoju jak jest 13 stopni to maks w tym momencie. Śpię pod kołdrą, megaciepłym patchworkiem i z kotem (który ostatnio wypiął się na mnie, i śpi wtulony w grzejnik w dużym pokoju). Bez herbaty parującej z kubka nie da się egzystować prawie w ogóle, opuszki palców to są jedne wielkie lody. Podsumowując, niechętnie wyjechałam dziś z ciepłego Barana.

Dziś sobie wsiadłam na Misię na oklep, mamy wszędzie lodowisko, więc w teren pojechać też nie było za bardzo jak, więc pokręciłyśmy się stępem po ujeżdżalni, potem poćwiczyłyśmy trochę grę w jo-jo, a następnie stwierdziłam, że mróz szczypie moje policzki i czas wracać. Ogólnie konie bardzo ucieszone, rozdałam ogromniasty wór pełen suchego chleba wszystkim kopytnym, Miśka dostała też jabłka. Tak właśnie mi się przypomniało, jakby ktoś nie wiedział, to 20 lutego mój rumak obchodzi 10 urodziny i wszelkie dary są bardzo mile widziane. Planowałam zrobić jakieś ognisko czy coś, ale krucho u mnie z kasą, a w planach Skaryszew, Praga i rajdy i oczywiście moje postanowienia noworoczne niestety też potrzebują nakładu pieniędzy. Biorę się za siebie 1 lutego i mam zamiar doprowadzić się do ładu i składu.

Skaryszew pewnie jak co roku będzie w cudownej atmosferze pełnej targowania się o sprzęt (w tym roku niestety zakupy będą bardzo mikre. powinnam założyć fundację: wspomóż biednego studenta w końskich zakupach), oglądania dużej ilości koni i być może trafią się jakieś przejażdżki. I w fajnym towarzystwie. Wszystko kręci się wokół tych wymarzonych rajdów rzecz jasna, a ja muszę coś z sakwami pokombinować, bo mi pewne kwestie nie pasują, a i ten ręczniczek z mikrofibry śni mi się po nocach…

A Praga.. mam ochotę jechać, ale nie sama. A nie chcę znów wylądować w towarzystwie ja plus same pary, bo będę się czuła niezręcznie. Nie wiem jak to chwilowo rozwiązać, ale przecież nie będę pytać pewnej osoby prosto z mostu, bo go wystraszę na amen i tyle z tego wszystkiego będzie. Czaję się jak pies do jeża, wiem, wszyscy mi to powtarzacie. Mam totalną dysfunkcję mózgu jeśli chodzi o pierwsze kroki plus ja tej osoby nie ogarniam. Nie pojmuję sygnałów, czy są na tak, czy są na nie, po prostu NIE WIEM. I zamiast się uczyć, rozmyślam sobie o McSex’im i piszę te wszystkie pierdoły. Nic się nie rusza naprzód chwilowo, choć ten miniony tydzień to bardzo zauważalna ewolucja w naszej znajomości. Ale co z tego, jestem tylko koleżanką. Wolę tak myśleć i się pozytywnie zaskoczyć niż negatywnie.Chyba, cholera, popadłam w paranoję i staję na rzęsach dla niego.

Może mu napiszę esa: hej wpadaj, w moim pokoju panuje syberia, w rogu gniazda wiją sobie lute i potrzebuję trochę Twoich stopni celsjusza?

Nie, nic nie ćpałam. Kawę wypiłam sztuk jeden. I właśnie się uczę, jak widać na załączonym obrazku i NIE JEM ciasta, na które wołają mnie rodzice. Choć pachnie apetycznie, nie powiem.

Właśnie ojciec siedząc w salonie narzeka, że jest mu zimno, na moją propozycję, by wpadł posiedzieć do mnie uśmiechnął się szyderczo. Bardzo kurwa śmieszne. Jak nigdzie jutro nie dotrę, to oznacza, że siedzę pod kołdrowym inkubatorem, a wychynięcie nosa oznacza hipotermię.



ujawnienie ze szczęściem (motywatorem) na horyzoncie
26/01/2012, 11:23 pm
Filed under: Uncategorized

Dzieje się. Nie wiem od czego się to wszystko wzięło.. pewnego dnia wstałam rano i po prostu zechciałam być sobą. Taką, którą pokazywałam bardzo rzadko – kobiecą i pełną życia. Postanowienia noworoczne mają się świetnie, choć bywają chwile zwątpienia. Idą pomysły parami, chmarami, dzieje się coś dobrego, coś na co czekałam od dawna.

Z wyglądem zewnętrznym wiąże się też zmiana tam w środku, w Oliwce. Może nie zmiana, odsłonięcie, uwolnienie? Nie wiem, tak długo tkwiłam w jakiejś dziwnej powłoce niczegowartego, że nie wiem ile masek nosiłam na sobie co dzień. Zdrapuję jedna po drugiej, uśmiech jest tylko coraz szerszy, paznokcie coraz bardziej kolorowe i wszystko wydaje się być zwyczajnie na swoim miejscu.

Ja chcę tańczyć. Tańczyć, tańczyć, tańczyć, do upadłego, do ostatniego taktu (co się zdarzyło całkiem niedawno). Przetańczyć wszystko, odświeżyć umysł i zresetować się, poczuć przepływ energii i przypomnieć sobie, że energia jest dobra, nie wstydzić się siebie, swojej seksualności, swoich potrzeb.

Ach, tańczyć! A w tym tańcu będzie wszystko, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Taniec pokazuje mnie całą, w wirze zrzucam zewnętrzne skorupy i pokazuje siebie. Tańczę, jestem sobą.

Jak mi brakowało mnie samej, tej kolorowej, widocznej daleko w tłumie. Jedynej w swoim rodzaju. Rozkwitam przedwiośniem czuję coś w sobie.. ekscytującego, zapierającego dech w piersiach. Nie wiem co to.

Jeślim zakochana to będzie to tragedia/komedia/dramat w czterech aktach. I wierszem. Rysunki wykonam własnoręcznie do tego jedynego egzemplarza. Jeślim zakochana platonicznie, to nic, na razie płynę w fali euforii, gdy opadnę w otchłań głębin – wyślijcie po mnie łódź podwodną.

COLOURE-IZE MY WINTER, COLOURE-IZE MY BRAAAAAINNNN….




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 280 other followers