Świat według Oliwki


sny snami i codzienność usłana demonami
31/01/2012, 1:15 pm
Filed under: in my opinion | Tagi: ,

Ciężko będzie mi wyjaśnić czym tak naprawdę są demony (nie mam tu na myśli stworzeń w kontekście fantasy czy też w kontekście religijnym), które kolekcjonujemy w swoim życiu. Czasem mogą to być ludzie, którzy pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie i jednym uśmiechem wywracają nam świat do góry nogami. Czasem jeden telefon, jeden sms, jeden e-mail czy nawet sen przypomina o tym co było. Ta klasa demonów dotyka mnie najbardziej, lista z wiekiem rośnie, czasem stwarzam je sama, częściej przychodzą do mnie same, a dopiero pod długim czasie okazuje się, że są jeszcze gorsze niż zapamiętałam, albo, że zaszufladkowałam je nie tak jak trzeba. I wtedy idą przemyślenia, próby zastanawiania się co mogło się zdarzyć, gdy jeden gest czy słowo byłoby zupełnie inne. Z upływem dni wspomnienia się zacierają, wyostrza się ( a bywa, że i zniekształca) ta jedna chwila, która decydowała o wszystkim. Wyrzucam je ze swojej głowy, myślę o samych pozytywnych rzeczach, a potem przychodzi sen, dokładnie taki jaki miałam dziś. Wrażenie półświadomości i realizmu sprawia, że mam ochotę się zapytać mojego demona gdzie był w nocy, i dlaczego siedział w mojej głowie. Dziś się do mnie uśmiechał tym swoim uśmiechem numer jeden i zupełnie nie wiem co o tym myśleć. Demon, demon jak nic, nie pozwoli pewnym moim myślom odejść. Najgorsze jest to, że muszę niemal codziennie na niego patrzeć i zmierzać się sama ze sobą.

Wspomniałam, że nie tylko ludzi utożsamiam z demonami. Ale nie mam ochoty rozpisywać się na temat wszystkich uzależnień z którymi walczymy na co dzień.

Na dziś polecam: Ayria – Invisible



późnonocne wędrówki myśli
31/01/2012, 12:13 am
Filed under: in my opinion | Tagi: , ,

Trochę entuzjazm mi opadł po dzisiejszym dniu. Nie wiem czemu, po prostu odechciało mi się starać, mimo, że dzień wielkich zmian miał być pojutrze i to mnie napędzało. Trochę mnie motywuje cel na końcu tej drogi, ale nie mam pojęcia, czy ten cel w ogóle jest dostępny.

Z harcerstwa wyniosłam, że cel to marzenie z datą realizacji, ale ja nie wiem czy w ogóle niektóre rzeczy mogę osiągnąć. Jestem w krytycznym stanie niemocy, bezsilności i po prostu mam ochotę zresetować swoją osobowość. Tak do zera, po prostu zacząć od nowa. Ile z nas chciałoby to zrobić..

Idę małymi kroczkami, trochę muszę nadrobić drogi, czasem okazuję się, że idę wspak, ale docierając do przepaści nie mam pojęcia czy to rzeczywistość czy ułuda i tu właśnie leży sedno tego wszystkiego. Robić krok w przód i z zapartym tchem czekać na koniec świata czy też być tchórzem i zawrócić póki nikt nie widzi, jak bardzo blisko stoję krawędzi…? Tendencja spadkowa jeśli chodzi o odwagę, wzrostowa jeśli chodzi o rozwagę. I tak sobie utknęłam na przecięciu linii wykresu i po prostu czekam.

Nie wiem na co, na meteoryt, na most, na teleport, a może na dłoń w mojej dłoni?

I po głowie chodzi mi Red Hot Chili Peppers z kawałkiem Did I let you know.



percepcja zimna i ciepła
29/01/2012, 9:58 pm
Filed under: in my opinion, konie, thoughts

Ostatnio nie umiem  wymyślić tytułu. Zawsze gdy zaczynam swój bełkot rodem z mego pokręconego umysłu, wszystko pisze się samo, najpierw tytuł, potem tekst. Dziś będzie inaczej. Sama nie wiem o czym mam pisać, chyba o tym, że wreszcie przyszła do nas zima. Taka z dużą ilością ujemnych stopni, ale coś ze śniegiem cienko..

Będę marudzić, bo u mnie w pokoju NADAL nie działają te chrzanione grzejniki. Dla niewtajemniczonych: mam pokój w kształcie wielokąta, na załamaniu bloku, o które uderzają wszelkie wiatry, z moich nowych okien wieje sobie halny (ale i tak jest lepiej niż były te stare, bo chociaż śnieg mi nie sypie jak parę lat temu szparą…), a na dworze minus tysiąc stopni, w moim pokoju jak jest 13 stopni to maks w tym momencie. Śpię pod kołdrą, megaciepłym patchworkiem i z kotem (który ostatnio wypiął się na mnie, i śpi wtulony w grzejnik w dużym pokoju). Bez herbaty parującej z kubka nie da się egzystować prawie w ogóle, opuszki palców to są jedne wielkie lody. Podsumowując, niechętnie wyjechałam dziś z ciepłego Barana.

Dziś sobie wsiadłam na Misię na oklep, mamy wszędzie lodowisko, więc w teren pojechać też nie było za bardzo jak, więc pokręciłyśmy się stępem po ujeżdżalni, potem poćwiczyłyśmy trochę grę w jo-jo, a następnie stwierdziłam, że mróz szczypie moje policzki i czas wracać. Ogólnie konie bardzo ucieszone, rozdałam ogromniasty wór pełen suchego chleba wszystkim kopytnym, Miśka dostała też jabłka. Tak właśnie mi się przypomniało, jakby ktoś nie wiedział, to 20 lutego mój rumak obchodzi 10 urodziny i wszelkie dary są bardzo mile widziane. Planowałam zrobić jakieś ognisko czy coś, ale krucho u mnie z kasą, a w planach Skaryszew, Praga i rajdy i oczywiście moje postanowienia noworoczne niestety też potrzebują nakładu pieniędzy. Biorę się za siebie 1 lutego i mam zamiar doprowadzić się do ładu i składu.

Skaryszew pewnie jak co roku będzie w cudownej atmosferze pełnej targowania się o sprzęt (w tym roku niestety zakupy będą bardzo mikre. powinnam założyć fundację: wspomóż biednego studenta w końskich zakupach), oglądania dużej ilości koni i być może trafią się jakieś przejażdżki. I w fajnym towarzystwie. Wszystko kręci się wokół tych wymarzonych rajdów rzecz jasna, a ja muszę coś z sakwami pokombinować, bo mi pewne kwestie nie pasują, a i ten ręczniczek z mikrofibry śni mi się po nocach…

A Praga.. mam ochotę jechać, ale nie sama. A nie chcę znów wylądować w towarzystwie ja plus same pary, bo będę się czuła niezręcznie. Nie wiem jak to chwilowo rozwiązać, ale przecież nie będę pytać pewnej osoby prosto z mostu, bo go wystraszę na amen i tyle z tego wszystkiego będzie. Czaję się jak pies do jeża, wiem, wszyscy mi to powtarzacie. Mam totalną dysfunkcję mózgu jeśli chodzi o pierwsze kroki plus ja tej osoby nie ogarniam. Nie pojmuję sygnałów, czy są na tak, czy są na nie, po prostu NIE WIEM. I zamiast się uczyć, rozmyślam sobie o McSex’im i piszę te wszystkie pierdoły. Nic się nie rusza naprzód chwilowo, choć ten miniony tydzień to bardzo zauważalna ewolucja w naszej znajomości. Ale co z tego, jestem tylko koleżanką. Wolę tak myśleć i się pozytywnie zaskoczyć niż negatywnie.Chyba, cholera, popadłam w paranoję i staję na rzęsach dla niego.

Może mu napiszę esa: hej wpadaj, w moim pokoju panuje syberia, w rogu gniazda wiją sobie lute i potrzebuję trochę Twoich stopni celsjusza?

Nie, nic nie ćpałam. Kawę wypiłam sztuk jeden. I właśnie się uczę, jak widać na załączonym obrazku i NIE JEM ciasta, na które wołają mnie rodzice. Choć pachnie apetycznie, nie powiem.

Właśnie ojciec siedząc w salonie narzeka, że jest mu zimno, na moją propozycję, by wpadł posiedzieć do mnie uśmiechnął się szyderczo. Bardzo kurwa śmieszne. Jak nigdzie jutro nie dotrę, to oznacza, że siedzę pod kołdrowym inkubatorem, a wychynięcie nosa oznacza hipotermię.



ujawnienie ze szczęściem (motywatorem) na horyzoncie
26/01/2012, 11:23 pm
Filed under: Uncategorized

Dzieje się. Nie wiem od czego się to wszystko wzięło.. pewnego dnia wstałam rano i po prostu zechciałam być sobą. Taką, którą pokazywałam bardzo rzadko – kobiecą i pełną życia. Postanowienia noworoczne mają się świetnie, choć bywają chwile zwątpienia. Idą pomysły parami, chmarami, dzieje się coś dobrego, coś na co czekałam od dawna.

Z wyglądem zewnętrznym wiąże się też zmiana tam w środku, w Oliwce. Może nie zmiana, odsłonięcie, uwolnienie? Nie wiem, tak długo tkwiłam w jakiejś dziwnej powłoce niczegowartego, że nie wiem ile masek nosiłam na sobie co dzień. Zdrapuję jedna po drugiej, uśmiech jest tylko coraz szerszy, paznokcie coraz bardziej kolorowe i wszystko wydaje się być zwyczajnie na swoim miejscu.

Ja chcę tańczyć. Tańczyć, tańczyć, tańczyć, do upadłego, do ostatniego taktu (co się zdarzyło całkiem niedawno). Przetańczyć wszystko, odświeżyć umysł i zresetować się, poczuć przepływ energii i przypomnieć sobie, że energia jest dobra, nie wstydzić się siebie, swojej seksualności, swoich potrzeb.

Ach, tańczyć! A w tym tańcu będzie wszystko, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Taniec pokazuje mnie całą, w wirze zrzucam zewnętrzne skorupy i pokazuje siebie. Tańczę, jestem sobą.

Jak mi brakowało mnie samej, tej kolorowej, widocznej daleko w tłumie. Jedynej w swoim rodzaju. Rozkwitam przedwiośniem czuję coś w sobie.. ekscytującego, zapierającego dech w piersiach. Nie wiem co to.

Jeślim zakochana to będzie to tragedia/komedia/dramat w czterech aktach. I wierszem. Rysunki wykonam własnoręcznie do tego jedynego egzemplarza. Jeślim zakochana platonicznie, to nic, na razie płynę w fali euforii, gdy opadnę w otchłań głębin – wyślijcie po mnie łódź podwodną.

COLOURE-IZE MY WINTER, COLOURE-IZE MY BRAAAAAINNNN….



prze(widywania/znaczenie)
16/01/2012, 8:25 am
Filed under: thoughts, z nadzieją

Minął kolejny tydzień i minęła kolejna noc. Zasypiam pogrążona w marzeniach tak pięknych i odległych, że drżę ze strachu, bo są niemal na wyciągnięcie ręki. Co będzie jeśli ją wyciągnę, gdy będąc tylko sobą zechcę zacisnąć na nich palce?

Odkrywam piękno, na które byłam taka niewrażliwa. Odkrywam nową siebie ( a może starą, ale zapomnianą) i to wszystko sprawa, że dni są lepsze, uśmiech szerszy, a dusza wolna. Powracam znów do kwestii wolności, jej zrozumienie ciągle będzie dla mnie wyzwaniem, lecz bez wątpienia ukazał się na horyzoncie następny etap wtajemniczenia, który wstrzymuje mój oddech z zachwytem.

Nie pamiętam bym chodząc ulicą czuła się odpowiedzialna za samą siebie, z pełnym znaczeniem tego słowa.

Predestynacja, coś co nieuniknione, choć może przyjść w zupełnie innych barwach. Ciepłych.

[Coś mówi mi, że, jeszcze wszystko będzie możliwe]



kto śpi snem sprawiedliwych?
08/01/2012, 12:07 am
Filed under: bez komentarza.

Ostatnio mam problemy ze snem.

Nie wiem czy ktokolwiek ma pojęcie o tym, jak cenię szlachetne godziny snu oraz wczesne kładzenie się spać. Jak zawsze ledwo przykrywałam się kołdrą i byłam już w Krainie Morfeusza…

To nie jest tak, że „Na zachodzie bez zmian”. Nie wiem co się dzieje, bo rano nie mogę wstać i wyglądam jak klasyczne zmobie. Co robię 3-4 godziny wiercąc się w łóżku? To co każdy człowiek, marzę, marzenia na jawie są takie lekkie i przyjemne, w końcu otumaniona marzeniami zasypiam tylko po to by się obudzić.

Nie wiem co tak zakrząta mi umysł, obowiązki, przyjemności, uczucia.. czy cokolwiek innego. Nie pozwala mi spać. Myślę o swojej podświadomości, o sumieniu.. sumienie mam czyste, nic go nie zakrząta. Jestem tak wspaniale wolnym człowiekiem, że mam ochotę to powtórzyć każdej napotkanej osobie. Doszłam do wniosku, że może to po prostu stres przed nadchodzącą sesją, która raczej ilością egzaminów mnie nie rozpieści.

Pamiętam obóz we Wdzydzach Tucholskich, kiedy zasypiałam ledwo zdążyłam zasunąć zamek śpiwora i nieraz budziłam się jeszcze z suwakiem w dłoni. Doskonale pamiętam jeden z noclegów  w Rudce na rajdzie, gdzie z Any padłyśmy wyczerpane… Nie mogę nie wspomnieć o nocach gdy rodzice pojechali na urlop, a moje życie towarzyskie kwitło.

Co się zmieniło dziś? Co zaprząta moją podświadomość? Może z tej euforii staram się maksymalnie cieszyć dniem, jakby nigdy nie miało być następnego…? Nie wiem. Może nie potrafię spać tylko dlatego, że mam wrażenie, że miniony dzień był za mało wyeksploatowany, że za mało z niego wyniosłam..

Dziś byłam w terenie, bardzo krótkim. Ale uświadomiłam sobie, że mam najwspanialszego, najdzielniejszego i po prostu kochanego konia. Nie wyobrażam sobie bez niej życia; wielu przyjaciół przemija, a ona ciągle trwa u mego boku. Może też dlatego, że nie ma wyboru (jak wiele rzeczy robiliście, tylko dlatego, że nie mieliście wyboru). Ale nie wiem czy respektowanie liny, a także sygnałów opartych na samej energii to przymus..

Ten koń to moje źródło szczęścia, prywatna kapliczka many i energii życiowej, a także po prostu ktoś, dla kogo warto żyć i się starać.Gdy leżałam dziś w łóżku, moimi ostatnimi myślami było marzenie o stajni. Nie o domu, ja będę go potrzebować, gdy znajdzie się ktoś, kto zechce mnie pokochać taką jaką jestem.. a dziś, dziś jestem sobą. Może nieco roztrzepaną, śpiewam w terenie, uwielbiam pić ciepłe mleko prosto od krowy, maniakalnie czytam książki, jestem truskawkożercą i tulę się do mego ukochanego futra. Konia, znaczy się. I mam świra na punkcie kopyt, a także na codziennym myciu włosów, wplataniu kolorowych wstążek.. i anyżkowe kolczyki. Pięknie pachną, jeszcze lepiej wyglądają.

Wymieniłam tu dużo rzeczy, o których nawet nie wiedzą moi najbliżsi.. a dziś, czy uda mi się zasnąć od razu? Czy wypicie sporej ilości wina otuli me zmysły?

Komentowanie nie jest możliwe


namacalne dowody równowagi wszechrzeczy
04/01/2012, 12:20 am
Filed under: kiedyś i tak wam ucieknę, thoughts

Czasem trzeba zawrócić do rozstai tylko po to, by przekonać się, że wybrało się właściwą drogę.

Jestem tak szczęśliwa, że mój uśmiech wpełza na twarze innych. Świecę się, ale nie tak by oślepiać. Jest to taki optymistyczny przejaw właściwego postępowania, że mam ochotę krzyczeć z radości.

Jeszcze w starym roku dowiedziałam się, że taniec wyzwala, uwalnia myśli, emocje, wszystko jest tak niewerbalnie namacalne, że .. chce się żyć. Zapomniałam o samorozwoju, dbaniu o siebie, skupiałam się tylko na niefizycznym bólu, który już się skończył. To nie tak, że się znieczuliłam – napisałam listy do zmarłych, powiedziałam im wszystko czego nie zdążyłam, a potem je spaliłam. Jeśli przez jakiś czas wiązałam ich dusze przy ziemi, to uwolniłam i je, i siebie.. i jeszcze wiele rzeczy innych.

Tyle razy rozpisywałam się o Celu Mojej Podróży. Nie wiem, czy to jakaś chatka w górach, niebieskie połoniny czy planeta w Małym Obłoku Magellana… myślę, że czasem ważniejsza jest droga, i chyba tak na prawdę tylko na niej mi zależy, bo wędrując człowiek jest w stanie dojść do głębi siebie.. choć przebywania na statku klasy Aurora zdecydowania poprawiałoby też samopoczucie. O, i Sheppard.

Mamy nowy rok i nową mnie, inną, która twarda stoi przy swoich postanowieniach noworocznych (i jeszcze przy nich trwam i je realizuję) i która kocha życie.

Jestem wolna, tak,  jak jeszcze nigdy w życiu. Odkryłam własną receptę na szczęście, właściwy pierwiastek, równowaga MUSI być zachowana..

I nie, nie jest to butelka rumu. :)

 



goryczy pełna, z innych uczuć chwilowo wyzuta
27/12/2011, 10:08 pm
Filed under: in my opinion, z sarkazmem

Nic co tu napiszę nie będzie kłamstwem. I nie jest. Ani nie było.

Ludzie najbliżsi ranią nas najbardziej, bo znają nasze czułe punkty. Nie ma innego wytłumaczenia, a czasem robią to tak boleśnie świadomie, że aż ze strachu kurczy mi się żołądek. Fantom ból rozrywa serca, wszystkie jakie posiadam (gwoli przypomnienia, jestem człowiekiem [powiedzmy], teoretycznie serce mam jedno, ale tyle razy me serce pękało, że mam ich chyba z milion. takich milion małych serc, tylko osierdzie nadziei trzyma je w jednej kupie).

Nie wierzę w lojalność. Nigdy sama do końca nie byłam w porządku i kiedy się naprawdę, ale to naprawdę starałam (i mi wychodziło), ten mój ideał wierności po prostu przespał się z inną. Ba, nie przyznawszy się! Sama to wydedukowałam, po prostu w pewnym momencie pewne zapadki się przesunęły. Coś we mnie pękło, jakaś cholernie istotna część mnie.

Hej, jestem żółwiem (miało być ślimakiem. ale ślimaki są deptane przez ludzi. czemu depczecie ślimaki?!), posiedzę sobie w tej skorupie, cieszę się, że nie muszę stąd wychodzić. Po co zapewniasz mnie, że słońce nie parzy, gdy wyszłam i się okazało, że mam stopioną rogówkę? Nie chcę już wychodzić. Nie chcę już ufać, jak można komuś bezgranicznie ufać, mówić naprawdę wszystko? Można. To jest właśnie najtrudniejsze w tym wszystkim, gdy najzwyczajniej w świecie traci się zaufanie i się wierzy, że można wszystko odbudować.

Są pewne rzeczy, które mimo wszystko, raz zburzone, nie da się odbudować. Nawet zatopione (patrz: Atlantyda), nie gwarantuje powrotu.

Ja nie czekam. A może czekam? Nie mam zielonego pojęcia. Coś robię, instynktownego, pełnego dobrych przeczuć. Nie lubię mieć ustalanych warunków przez jedną ze stron – zaciskam zęby, prę do przodu.

Jak najlepiej rozpocząć ten nadchodzący rok? Zmianą numeru, miejsca zamieszkania, powypieprzania w kosmos wszelkich kont na necie, może po prostu wyjechać i nie wrócić?

Ktoś z mi bliskich już to przerabiał – ucieczka wcale nie gwarantuje rozwiązania problemów, rozciąga je tylko w czasie, naostrza im zęby i uzbraja w cierpliwość. Nie mam zamiaru tego przerabiać (choć teraz tak cholernie boleśnie chciałabym studiować gdziekolwiek indziej!), po prostu zaufam doświadczeniu innych. Warto czasem brać przykład, ale trzeba pamiętać, że robi się to na własną odpowiedzialność. Czy jestem odpowiedzialna czy szalona? Czym jest szaleństwo, czym odpowiedzialność? Czy jest w tym reguła?

Nienawidzę roku, który się właśnie kończy. Zostałam przytłoczona tym wszystkim co się dzieje wokół mnie, nie jestem już tą samą osobą. Każda śmierć bliskich zabiera ze sobą cząstkę nas samych.  Zmieniłam  się, nie jestem dziewczyną, jestem kobietą, która ma oczy starsze niż resztę ciała.

Tyle musiałam wylać z siebie goryczy, by móc ze spokojem zasnąć.



odświętnie i przednoworocznie
24/12/2011, 12:30 am
Filed under: thoughts

(Oglądanie „Chirurgów” powinno być zakazane.)

Nie wiem co mogę Wam życzyć (i sobie) na te święta.. spełnienia marzeń nie chcę życzyć, bo gdy się spełnią – przestaną być marzeniem tylko codziennością. Pieniądze nie dają szczęścia, radość brzmi świetnie gdy nie jest przeplatana corocznymi kłótniami okołobożonarodzeniowymi, a zdrowie jest takie, o jakie dbamy, czy regularnie myjemy zęby, czy nie palimy papierosów, czy nie pijemy wódki…

Najbardziej sensownie jest życzyć szczęścia. Ale nie łutu – nic przypadkowego, ani też nadprzyrodzonego, którego wszyscy będą zazdrościć, ale takiego, które wszystkim się udzieli. Życzę sobie i wam, aby spotkało nas coś, co wypełni nam życie, co pouzupełnia luki. Może to być cokolwiek przyziemnego, jak ziemia do kwiatów, książka, nowy przyjaciel czy mąż. Życzę wszystkim, szczególnie mi nieżyczliwym, by ten nadchodzący rok nie był nawet w 1% tak przykrym jak mój, bo nikt nie zasługuje na tyle cierpienia. Chciałabym, aby nadchodzące święta były rodzinne, ciepłe, wypełnione śmiechem i z trafionymi prezentami, a żeby impreza sylwestrowa trwała kilka dni.

Chciałabym też dać jedną radę, choć powiadają, że rada to niebezpieczny dar. Nie wypisujcie 10 tysięcy postanowień noworocznych,  gdyż nie zrealizujecie ich. Wybierzcie jeden, najwyżej kilka i starajcie się ich trzymać. Wiem z własnego doświadczenia, ile słomianego zapału jest w każdym z nas, jak bardzo każdy chce się zmieniać… ale to nam szybko przechodzi. Po kilku dniach nie chce nam się już robić brzuszków, siedzimy na necie do późna czytając różne śmieci internetowe, nie zmieniamy swojej pracy, nie podróżujemy, nie uczymy się języków… bo były tylko chęci. Wszystko można osiągnąć małymi kroczkami, i ja właśnie zamierzam to zrobić.

Co do żegnania starego roku, to najchętniej skopałabym mu najzwyczajniej w świecie dupę, a nowy (oby lepszy) przywitam z otwartymi ramionami. Bo wierzę, że we wszechświecie musi być równowaga, i ten nadchodzący przyniesie rzeczy, które wywołują uśmiech.

 



stary zegar
18/12/2011, 11:05 pm
Filed under: thoughts

W moim mieszkaniu wisi zegar. Mało obecnie znających mnie osób zdaje sobie z tego sprawę – przez wiele lat zegar milczał, nie bimbał pełnych godzin, półbimbnięć na wpółdo też. Nie jest ukryty, nie jest też mały, wisi sobie drewniany w centrum domu. Nie jest też piękny, ot drewniany, ani rzeźbiony, ani nic.. wiekowy też nie jest bardzo, pojawił się w naszej rodzinie w latach pięćdziesiątych, w bliżej mi nie znanych okolicznościach.

Ciężko powiedzieć ile milczał, czy było to 5 lat, 8 czy 10, a może tylko rok. Pamiętam jego bicie gdy byłam dzieckiem, gdy się zasypiało i bił pełną godzinę, zawsze była to ósma. Oglądamy go na co dzień, jest elementem naszego życia. Wczoraj podczas kolacji zdałam sobie sprawę, że czegoś mi brakuje, coś do czego jesteśmy tak przyzwyczajeni, że zapominamy o jego istnieniu.

Zegar nie tykał. Nie był zepsuty, był tylko nie nakręcony (wymaga nakręcania raz na dwa tygodnie). Więc tata wspaniałomyślnie (jako dziecko pamiętam, jak brał taboret i nakręcał zegar) zrobił to. Zegar tyka, właśnie wybił pełną godzinę. Gdy zasypiam słyszę tykanie, w jakiś sposób to jest dusza tego mieszkania.

Przeraziła mnie tylko jedna rzecz – jak długo zegar milczał? Czemu zapominamy o takich drobnych codziennych sprawach? Czy żyjemy za szybko?

Za mało zauważamy, za bardzo odbieramy wszystko powierzchownie. Marnujemy codzienność nie wyciskając z niej ostatniej kropli.




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.